8/27/2017

GlamBRUSH porównanie T5 vs T111 oraz podsumowanie, dlaczego nie zakochałam się w nowej wersji

Zacznę może od tego, że absolutnie uwielbiam starą wersję pędzla GlamBRUSH T5 (pisałam o nim TUTAJ). Jest to jeden z niewielu moich ulubieńców, których cenię za to w jaki sposób rozkładają kolorowe produkty na skórze. W przypadku brązera jest to idealnie roztarta chmura koloru w tych miejscach, w których chcemy. Mało tego, pędzel jest tak fantastycznie ułożony, że można wykonywać makijaż praktycznie bez użycia lusterka.


Kiedy usłyszałam w filmiku Hani, że powstała ulepszona wersja mojej ukochanej magicznej różdżki w postaci T111 postanowiłam go kupić, żeby na żywo przekonać się co z tego wyniknie.


GlamBRUSH T111 – to pędzel typu duo fibre, łączone włosie kozie i syntetyczne.
Pędzel stworzony do nakładania różu do policzków, szczególnie mocno napigmentowanego, do nakładania różu w kremie, rozświetlaczy w kremie i kamieniu ale również do brązerów i podkładów.
Całkowita długość pędzla ok. 19 cm długość włosia ok. 4 cm
Jego koszt to 45 zł.


Pędzel jest bardzo solidnie wykonany. Biała, lakierowana rączka jest wygodna i świetnie się ją „trzyma”. Generalnie pędzel jest cięższy i wydaje mi się, że lepiej wyważony w porównaniu ze starą kolekcją.
Zarówno numer pędzla jak i logo jest wygrawerowane i pokryte lakierem w kolorze skuwki, przytrzymującej włosie – czyli złotym, bardzo eleganckim odcieniem Rose Gold.
Włosie syntetyczne w kolorze jasnym, jest dosyć sprężyste i świetnie się ugina. I jeszcze lepiej dopiera. Po wysuszeniu pędzel jest jak nowy.


 Po lewej jest pędzel T5, po prawej T111


A więc do czego się w nim nie zakochałam?
Pędzel GlamBRUSH T111
to po prostu całkowicie inny pędzel i absolutnie nie porównałabym go do starej wersji T5. Jako ulepszona wersja też mało mnie przekonuje.
Idealne zestawienie włosia syntetycznego względem naturalnego nadawało T5 cechy „skunksa” idealnego.
Na zdjęciu wyraźnie widać, że nowa wersja ma znacznie więcej włosia syntetycznego względem starej. Niestety daje to efekt większej sztywności, a tym samym rozłożenie brązera już nie jest takie samo jak w przypadku T5. Nie ma takiej chmurki koloru. Te osoby, które się malują zapewne wiedzą o co mi dokładnie chodzi.


Ogromną zaletą pędzla GlamBRUSH T111 jest praca z różami, zwłaszcza tymi mocno napigmetowanymi. Włosie syntetyczne nabiera odpowiednią ilość produktu, po czym kolistymi ruchami idealnie rozciera ją na policzkach. Tu muszę go bardzo pochwalić.

Pomimo, iż nie jestem fanką tego pędzla, tylko dlatego, że oczekiwałam od niego czegoś całkowicie innego, to uważam, że jest to niezły wybór jeśli szukacie akcesoriów, które pomogą wam ujarzmić i nauczyć się używania różu.
A w następnej kolejności opiszę róż „Panna Młoda” z Glam-Shop.pl, który zrobił na mnie ogromne wrażenie.

P.S. Udało mi się znaleźć jeszcze starą wersję T5 więc mam zapas, na wypadek gdyby mojemu ulubieńcowi coś się stało :-)