The Ordinary High Spreadability Fluid Primer, lekka ultranawilżająca baza pod makijaż

5/01/2021

The Ordinary High Spreadability Fluid Primer, lekka ultranawilżająca baza pod makijaż

O tym, że lubię kosmetyki The Ordinary czytacie już na moim blogu od jakiegoś już czasu. Te produkty prawie zawsze idealnie się u mnie sprawdzały. Niestety ostatnio jakoś tak nie mam szczęścia do marki, ponieważ w moje ręce trafił kosmetyk, który bardzo mnie rozczarował. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii to zapraszam do lektury.

The Ordinary High Spreadability Fluid Primer, lekka ultranawilżająca baza pod makijaż


The Ordinary High Spreadability Fluid Primer to lekka ultranawilżająca baza pod makijaż. Kosmetyk pod makijaż, który posiada nowej generacji lekką formułę, która wygładza skórę i ułatwia aplikację makijażu. Baza pomaga uniknąć nienaturalnego i nierównomiernego gromadzenia się pigmentu w skórze oraz zapobiega jego migracji, szczególnie w okolicy oczu i na suchych partiach. Nie obciąża skóry, a dzięki swojej nawilżającej bezolejowej formule nadaje skórze zdrowego wyglądu i blasku. Kosmetyk nie zawiera wody, alkoholu, olejów i orzechów. Jest wegański, a podczas jego produkcji nie ucierpiały żadne zwierzęta. Ma pojemność 30ml i kosztuje ok. 30 zł. (To są podstawowoe informacje, które znajdziemy w internecie odnośnie tego produktu).


The Ordinary High Spreadability Fluid Primer zawiera w swoim składzie:
*silikony - umożliwiają lepsze rozprowadzenie podkładu, przedłużają trwałość makijażu i wizualnie wygładzają skórę,
*witaminę E - działa antyoksydacyjnie.

Skład INCI: Hexamethyldisiloxane, Cyclopentasiloxane, Caprylyl Methicone, PEG-12 Dimethicone/PPG-20 Crosspolymer, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Tocopherol.


Jeśli chodzi o działanie produktu to według producenta powinien: ułatwiać równomierne nałożenie podkładu, wygładzać i sprawić, że skóra jest aksamitnie miękka w dotyku, przedłużyć trwałość makijażu, chronić skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.

Sposób aplikacji: Po wykonaniu rutyny pielęgnacyjnej nałóż na twarz niewielką ilość bazy i rozprowadź równomiernie. Po wchłonięciu preparatu możesz przystąpić do wykonania makijażu.

The Ordinary High Spreadability Fluid Primer, lekka ultranawilżająca baza pod makijaż


Co nie sprawdziło się u mnie podczas stosowania tego kosmetyku?

Baza ma dziwną konsystencję przypominającą tłustawą galaretkę. Świetnie rozprowadza się na skórze i ją ujednolica. Pozostawia na skórze taki film charakterystyczny dla silikonów. Cera wygląda praktycznie jak po obróbce w PS-ie. I na tym kończą się moje zachwyty. Próbowałam ten kosmetyk zarówno z różną pielęgnacją jak i kilkoma podkładami, które świetnie się u mnie sprawdzają i nigdy nie miałam z nimi problemu. Cera po aplikacji makijażu jest bardzo ładna. Wygląda gładko i cudownie. Ale po kilkunastu minutach, u mnie około godziny zaczyna dziać się coś niedobrego. Moja cera reagowała niesamowitym buntem. Wyrzut sebum był tak intensywny, że makijaż warzył się i dosłownie spływał z twarzy. Próbowałam również stosować tę bazę pod oczami, bo kiedyś jeden z makijażystów podpowiadał  taki trik, że skóra dojrzała po zastosowaniu bazy wygładzającej pod oczami będzie tak ładnie wygładzona, że nałożony korektor nie będzie się zbierał w zmarszczkach. Niestety, efekt tak nałożonego makijażu po jakimś czasie był jeszcze gorszy niż na całej twarzy.


Jestem strasznie rozczarowana, bo myślałam, że ta baza będzie też fajnym kosmetykiem godnym polecenia. Niestety tak samo u mnie jak i u osoby, od której ją dostałam do testów robiła taką samą niemiłą niespodziankę. Ogromny smuteczek.


O kosmetykach, które sprawdziły się u mnie idealnie przeczytacie tutaj:



 Pat McGrath Mothership VII Divine Rose

4/25/2021

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose

Ktokolwiek orientuje się w świecie beauty, to pewnie zna tę panią. Kultowa, amerykańska makijażystka stworzyła swoją linię do makijażu, która cieszy się ogromną popularnością. Jakiś czas temu, nieśmiało kilka produktów pojawiło się w sprzedaży w naszej Sephorze. A ostatnie wieści głoszą, że od maja Pat McGrath Labs na stałe zagości w asortymencie tej perfumerii. Co niezmiernie mnie cieszy. Ponieważ jesienią zeszłego roku kupiłam sobie kilka kosmetyków tej marki, zatem spieszę z informacjami jak też się sprawdzają na co dzień.

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose


Pat McGrath Mothership VII Divine Rose to luksusowa paleta cieni do powiek. W opakowaniu znajdziemy 10 cieni po 1,32 g w cenie 580 zł. Cienie posiadają różne wykończenia. To mieszanka matowych, mieniących się, opalizujących odcieni i jednego brokatu. Pigmentacja jest doskonała we ​​wszystkich kolorach dzięki łatwej do rozcierania formule. Kolorystyka to świetne połączenie neutralnych, różowych odcieni, w wykończeniach od subtelnej satyny do bardziej ostrego połysku.

Pat McGrath Divine Rose I


Pat McGrath Mothership VII Divine Rose eyeshadows


Kolorystyka cieni do powiek prezentuje się następująco:
*Skinshow Nude to delikatny, lśniący beżowy szampan z ciepłymi odcieniami i metalicznym połyskiem. Konsystencja jest kremowa, łatwo i równomiernie się rozprowadza.
*Velouria (Taupe Rose Matte) to matowy, brudny fiołkoworóżowy brąz.  Trudno opisać ten odcień, ale jest on genialny do modelowania powieki. Formuła jest bardzo gładka i miękka, delikatnie pyli się podczas aplikacji. Ale nie ma dramatu.
*Sable Bronze to lśniący, średniozłoty brąz z miękkim wykończeniem. Konsystencja jest bardzo gładka i jedwabista, prawie maślana, mógłbym powiedzieć. Nakłada się równomiernie i łatwo się rozprowadza bez osypywania. Nałożony zwilżonym pędzelkiem, możesz uzyskać więcej tego metalicznego wykończenia. Można też aplikować go opuszkami palców.
*Refined Gold 002 to jasne, opalizujące złoto z lekko ciepłym beżowym odcieniem i błyszczącym metalicznym wykończeniem. Ma dobrą pigmentację. Konsystencja jest bardzo miękka, gładka i dobrze się rozprowadza. Większą intensywność można uzyskać nakładając go opuszkami palców lub wklepując zwilżonym pędzelkiem. Pięknie wygląda warstwowo na matach lub połączony z innymi błyszczącymi cieniami.
*Iridescent Pink 003 to duo-chromowany biały róż, który błyszczy odrobiną lawendy i chłodniejszego różu i ma metaliczne wykończenie. Tekstura jest bardzo fajna gładka i kremowa w dotyku. Krycie można łatwo zbudować do pełnego. Podwójnie chromowane wykończenie z różową zmianą jest absolutnie wspaniałe. Genialnie wręcz wygląda nałożony na wierzch Refined Gold 002.

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose swatches
wymienione powyżej kolory znajdziecie od lewej strony


*Xtreme Mahogany to matowy, czekoladowy, ciepły brąz. Trzeba trochę popracować, żeby go równo rozłożyć na powiece. Łatwo go blendować, a konsystencja jest gładka. Lubię robić nim kreski żeby zagęszczać rzęsy. Daje świeny efekt bez przerysowania makijażu.
*Love Lace to połyskująca szarobrązowa z różową podstawą i srebrnymi drobinkami. Ma bardzo delikatne, metaliczne wykończenie. Tekstura jest bardzo gładka i miękka, prawie maślana. Nakłada się równomiernie na skórę i łatwo się rozprowadza, nie powodując osypywania. Ten odcień wygląda jeszcze bardziej intensywnie, gdy nakłada się go opuszkami palców lub zwilżonym pędzelkiem. Uzyskujemy więcej tego metalicznego wykończenia i błyszczącego efektu.
*Rose Dusk to mieniąca się, ale satynowa średnio ciemna różowa śliwka z ciepłym odcieniem i perłowym połyskiem. Ma gładką i jedwabistą konsystencję, która jest łatwa w przygotowaniu makijażu. Kolor można zbudować, tworząc mocne krycie w dwóch warstwach.
*VR Rose Venus (Golden Rose Duochrome) to duo-chromowany pomarańczowy róż ze złotym połyskiem. Osobiście to mój ulubiony odcień z palety i wiem, że na każdym może wyglądać trochę inaczej. W zależności od tego, jak pada światło, może wyglądać bardziej brzoskwiniowo lub złocisto, a czasami lekko zmienia się w różowy odcień. Próbowałam też nosić to jako róż i rozświetlacz i wygląda absolutnie oszałamiająco. Konsystencja jest super miękka i kremowa w dotyku, a cień bardzo łatwo się rozprowadza.
*Astral Solstice (Glittering Platinum) to grubo zmielony pigment - blask w kolorze kości słoniowej, który daje super mokry efekt. Na swatchu wygląda na  przezroczysty jeśli ​​nakłada się go na sucho. Ale można go również aplikować na mokro - staje się nieprzezroczysty z bogatym błyszczącym efektem i metalicznym wykończeniem. Najlepiej jednak aplikowało mi się ten cień po prostu palcami, delikatnie poklepując go w powiekę. Nakładany na sucho bardzo się buntował pylił i nie miałam kontroli nad jego aplikacją. Konsystencja jest bardzo gładka i dobrze przylega do skóry. 

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose swatch swatches
wymienione powyżej kolory znajdują się od lewej strony


Konsystencja cieni jest fantastyczna. Już kiedyś pisałam o specjalnej żelowej formule, która nie pozwala cieniom pylić i osypywać się. Krycie łatwo budować od delikatnego efektu, aż po mocne krycie. Cienie metaliczne i duochrome są genialne i rewelacyjnie prezentują się na powiekach. Kolorystyka palety jest nie do podrobienia czy zastąpienia innymi zamiennikami. Jak już z opisu wiecie, cienie można spokojnie aplikować na sucho i na mokro i w pośpiechu palcami :-)
Formuły są bardzo łatwe do mieszania lub aplikacji warstwowej - jeden na drugim. Zapewniają płynne przejścia kolorów.
Makijaż wykonany tą paletą trzyma się dzielnie wiele godzin, a ponieważ mam tłuste powieki i zawsze używam baz pod cienie - makijaż oczu trzyma się nawet 12 godzin, aż do momentu demakijażu.

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose eyeshadows palette


Opakowanie palety - w tym momencie czujemy za co płacimy. Kaseta jest bardzo solidnie wykonana i jest dosyć ciężka. Prezentuje się bardzo luksusowo, czyli tak jak powinno się oczekiwać od luksusowej marki, a po jej otworzeniu oprócz 10-ciu cieni znajdziemy po drugiej stronie genialne lusterko, które pomoże nam szybko wykonać makijaż.
Sama paleta wykonana jest z błyszczącego lakierowanego tworzywa sztucznego. Problem z tym błyszczącym wykończeniem polega tylko na tym, że przyciąga dużo kurzu i łapie wszystkie odciski palców - paleta była już pokryta kurzem, kiedy wyjmowałem ją z kartonowego opakowania.

Kosmetyk nie zawiera w składzie: siarczanów, SLS i SLES, parabenów, formaldehydów, środków uwalniających formaldehyd, ftalanów, oleju mineralnego, palmitynianu retinylu, oksybenzonu, smoły węglowej, hydrochinonu, triklosanu i triklokarbanu oraz zawiera mniej niż jeden procent syntetycznych substancji zapachowych.

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose  I part

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose II part


Stosunek jakości do ceny

Biorąc pod uwagę cenę po stronie luksusu, doskonale zdaję sobie sprawę, że cena może niejedną osobę przyprawić o palpitację. Ale jeśli ktoś lubi inwestować w jakość to pełnowymiarowa paleta Pat McGrath Mothership Divine Rose jest świetną inwestycją. Jakość cieni plus samo opakowanie jest zdecydowanie warte każdej wydanej złotówki i zdecydowanie jest to paleta, po którą najczęściej sięgam. A unikalność kolorów sprawia, że dziewczyny w pracy jak podziwiają mój makijaż to pytają tylko : to Pat? ...........więc sami widzicie, że warto. Jak dla mnie jest to moja ukochana i najbardziej uniwersalna paleta, która posiada wszystkie kolory, które lubię w makijażu. Dodatkowo kilka odcieni można jeszcze wykorzystać w makijażu twarzy.

Pat McGrath Mothership VII Divine Rose my favorite makeup


Jestem bardzo zadowolony z tej palety i jest dla mnie całkowicie warta zakupu, ponieważ zróżnicowanie kolorów wewnątrz jest do noszenia dla każdego. Ta paleta idealnie sprawdzi się na co dzień oraz na specjalne okazje. Wykończenia dają sporo możliwości wykonania makijażu matowego, satynowego, metalicznego lub po prostu mocno połyskującego.
Wydaje mi się, że temat wyczerapałam, ale jeśli macie jakieś dodatkowe pytanie to zostawcie je w komentarzu.


Tutaj znajdziecie pozostałe kosmetyki Pat McGrath Labs, których recenzje znajdują się na blogu:



Znacie kosmetyki Pat McGrath Labs?



 Bandi  Gold Philosophy Peptydowy krem odmładzający pod oczy - mój hit pielęgnacyjny

4/23/2021

Bandi Gold Philosophy Peptydowy krem odmładzający pod oczy - mój hit pielęgnacyjny

Mając świadomość jak bardzo potrzebny jest w pielęgnacji dobry krem pod oczy, zawsze poszukuję najlepszych rozwiązań pod tym względem na rynku kosmetycznym. Jakiś czas temu miałam okazję współpracować z marką Bandi, dlatego też pilnie przyglądam się ofercie tej marki. I pewnie nikogo nie zdziwię, że znowu trafiłam na genialny krem do pielęgnacji delikatnej skóry pod oczami.

Bandi  Gold Philosophy Peptydowy krem odmładzający pod oczy - mój hit pielęgnacyjny

Bandi Peptydowy krem odmładzający pod oczy - to rewelacyjny krem pod oczy, który idealnie sprawdza się w pielęgnacji mojej dojrzałej cery. Ma on dosyć bogatą konsystencję, ale stosowany w rozsądnej ilości, genialnie nadaje się również na dzień, pod korektor.
Co znajdziemy w składzie INCI tego kremu:

Bandi  Gold Philosophy Peptydowy krem odmładzający pod oczy inci ingredients


Składniki aktywne (w kolejności alfabetycznej): 
*d-pantenol (prowitamina b5) - wykazuje właściwości nawilżające i kojące, 
*masło shea - nawilża, uelastycznia i wygładza naskórek, 
*odmładzające peptydy youth restore - peptydy, które spłycają zmarszczki powstałe na skutek ekspozycji na promieniowanie UV. Poprawiają elastyczność i jędrność skóry zmniejszając jednocześnie widoczność tzw. porów na jej powierzchni. Poprawiają kontur twarzy i sprawiają, że cera jest rozświetlona, 
*olej abisyński - olej pozyskiwany z nasion Modraka abisyńskiego. Sprawia że skóra staje się bardziej miękka, gładka i odżywiona. Zawiera dużą ilość nienasyconego kwasu erukowego, któremu zawdzięcza swoje wyjątkowe właściwości pielęgnacyjne, 
*olej buriti - olej z amazońskiego „drzewa życia”, odżywia i wygładza skórę, przywraca jej jędrność i elastyczność, 
*olej z ogórecznika - zawiera ok. 18-25% kwasu gammalinolenowego (GLA), flawonoidy, garbniki, śluz, kwasy organiczne, sole mineralne i saponiny, makroelementy, witaminy przez co wzmacnia barierę lipidową naskórka, odżywia, nawilża i regeneruje skórę, 
*witamina E - zwana także „witaminą młodości” jest jednym z najważniejszych „wymiataczy” wolnych rodników odpowiedzialnych za przedwczesne starzenie się organizmu. Dobrze wnika w skórę i odżywia ją, poprawia miękkość i elastyczność naskórka, działa nawilżająco. Zmniejsza wrażliwość skóry na promieniowanie UV, 
*złoto koloidalne - Wykazuje właściwości rewitalizujące, poprawiają koloryt skóry, przywraca jej bardziej wypoczęty wygląd.


Bandi  Gold Philosophy Peptydowy krem odmładzający pod oczy


Ten luksusowy, profesjonalny kosmetyk intensywnie regeneruje, ujędrnia działa i przeciwzmarszczkowo. Zawiera technologicznie zaawansowane peptydy niezwykle skuteczne w pielęgnacji przeciwstarzeniowej. Złoto koloidalne rewitalizuje skórę a olej abisyński działa odżywczo.


Bandi Peptydowy krem odmładzający pod oczy pielęgnacja cery dojrzałej


Efektem regularnej pielęgnacji jest  zdrowa, odżywiona, rozświetlona i doskonale nawilżona skóra. Poprzez stosowanie tego kosmetyku poprawia się nawilżenie i możemy zauważyć  widoczną regeneracja skóry, redukcja zmarszczek, optyczne zmniejszenie widoczności tzw. worków pod oczami, wypełnienie drobnych zmarszczek.
I generalnie nie tylko ja zauważyłam widoczne efekty, ale również kilka znajomych pań, które dzięki mojej rekomendacji rozpoczęły pielęgnacyjną przygodę z tym kremem.


Bandi Peptydowy krem odmładzający pod oczy pielęgnacja cery dojrzałej


Krem jest bezzapachowy. A to piękne opakowanie zawiera aż 30 ml kremu w cenie 79 zł.
Luksusowa pielęgnacja Gold Philosophy, opracowana z myślą o potrzebach cer zarówno z pierwszymi jak i zaawansowanymi objawami starzenia się skóry. Wyjątkowe kosmetyki Gold Philosophy to połączenie skuteczności z komfortowymi formułami, które dbają jednocześnie o wygląd cer jak i przyjemność stosowania. Zawierają silnie przeciwstarzeniowe peptydy, które wykazują zdolność do natychmiastowego zmniejszenia widoczności zmarszczek. Poprawiają kontur twarzy, przeciwdziałają zmarszczkom mimicznym, chronologicznym i tym wynikającym z przesuszenia.


Bandi  Gold Philosophy Peptydowy krem odmładzający pod oczy konsystencja kremu


Konsystencja jak już wspomniałam jest dosyć bogata, ale bardzo łatwo się z nią pracuje. Zauważyłam również, że korektory świetnie się na tak przygotowanej skórze rozkładają i bardzo ładnie pracują. Moja aplikacja jest niesamowicie prosta - na noc daję grubszą warstwę, a na dzień tylko połowę pompki i to idealnie wystarcza.


Ja jestem absolutnie zachwycona tą pielęgnacją i wiem, że będę do tego kremu wracała. To już drugi hitowy krem marki Bandi, który pokochałam w ostatnim czasie. 


Znacie kosmetyki Bandi?


Paco Rabanne Olympéa Blossom EDP

4/05/2021

Paco Rabanne Olympéa Blossom EDP

O Bogini, która rządzi na Olimpie opowiadałam Wam już w postach >>> Olympéa i >>> Olympéa Legend. W tym roku pojawiła się nowa Bogini kwitnąca i pachnąca czarująco kwiatami. I nad wyraz wiosenna.

Paco Rabanne Olympéa Blossom EDP


Olympéa Blossom, bo o niej właśnie mowa to nowe spojrzenie na kobiecość. Zmysłowa i tajemnicza otoczona  owocowo-kwiatowym woalem, zniewala już od pierwszego powąchania. Ma w sobie powiew kwiatowej i świeżej wiosennej nuty, dlatego też jest dedykowana kobietom "promiennym" i pewnym siebie.

W środku znajdziemy boski pojedynek odświeżających płatków i głębokiej zmysłowości. Najpierw pieprzny bukiet świeżych róż miesza się z sorbetem z pikantnej czarnej porzeczki. Pikantne nuty i zaokrąglona, ​​mroźna gruszka kontrastują z tym kwiatowym ponczem. Lekkość kwiatu przechodzi następnie w niezwykle seksowny kontrast, w którym delikatna wanilia łączy się z drewnem kaszmiru. Perfumy o piżmowym śladzie, które zapewniają długotrwały zapach, powodując osmozę ze skórą.


Paco Rabanne Olympéa Blossom EDP 2021 r.

Nuty głowy: róża, różowy pieprz
Nuty serca: czarna porzeczka, sorbet gruszkowy
Nuty bazy: wanilia, kaszmir

Noszony na skórze, zapachowy bukiet zapewnia idealną równowagę między subtelną kobietą, a intrygującą istotą. Perfumy Olympéa Blossom pozostawiają po sobie kultowy słodki i delikatny zapach. Rozpoznawalny romantyczny i nowoczesny zapach. Symbolizujący nieoczekiwaną zmysłowość. 

Jedynie dla bogini była zarezerwowana możliwość okrycia się kwiatami od stóp do głów i nic więcej. W sercu niebiańskiego ogrodu Olympéa Blossom jest bardziej swobodna i seksowna niż kiedykolwiek wcześniej. Jej piękno oświetla wszystko wokół niej. Gdziekolwiek się udaje, jej pewność siebie przynosi ogromną radość i inspiruje wolność. Tworzy własną historię, jakby komponując bukiet.

Olympéa Blossom jest naprawdę charakterystyczny dzięki orzeźwiającemu, delikatnemu różowi na szkle. Na butelce znajdziemy bukiet graficznych czarnych kwiatów inspirowanych stylizacją Rabanne, a tworzący eleganckie tło dla całego flakonu. Całość dopełnia kontrastujący, czarno-złoty korek, który sprawia, że perfumy te staną się pięknym i ozdobnym klejnotem na każdej toaletce. Taka kobieca zadziorność.

Paco Rabanne Olympéa Blossom EDP


Co mnie urzekło w Olympéa Blossom?

Jako, że lubię nietypowe połączenia, a różę kocham od zawsze, bardzo ucieszyła mnie informacja o składzie tego zapachu. Róża jest w tej kompozycji królową, która bardzo wyraźnie dominuje, a zadziorności dodaje jej właśnie nuta różowego pieprzu. Osadzona na bazie z wanilii i kaszmiru, stanowi czarujący aromat, który zwraca uwagę otoczenia. A przy tym wszystkim jest wiosennie i świeżo. Nie wiem jak twórcy Olympéa Blossom tego dokonali, ale ten zapach to prawdziwa perełka teraz na wiosnę. Jest to jeden z dwóch zapachów, które sprawiły mi taką niespodziankę i rozkochały w sobie bez pamięci.


Czy ktoś miał już okazję aby poznać Olympéa Blossom?