L'ARTISAN PARFUMEUR Premier Figuier Extreme EDP

9/19/2017

L'ARTISAN PARFUMEUR Premier Figuier Extreme EDP

Jedyna rzecz, którą uwielbiam w chłodniejszej pogodzie to możliwość powrotu do zapachów. Ukochanych kompozycji, które w dziwny sposób przestają męczyć. Zaczynają się coraz ładniej układać na skórze.
 
Mamy chłodny wrzesień i tym samym wracamy do testowania perfum z naciskiem na niszę.
Kompozycja, którą dzisiaj opisuję to akurat ten rodzaj niszy, której nie rozumiem. Jako fance cieplejszych
i słodszych aromatów troszkę trudno odebrać mi tak ziołowy bukiet.


Premier Figuier Extrême - Eau de Parfum
L'ARTISAN PARFUMEUR Premier Figuier Extreme to ciekawa kompozycja, która kojarzy się z krajami śródziemnomorskimi. Kto miał do czynienia z drzewkami figowymi wie doskonale o co mi chodzi.

Nuty głowy: kwiaty kolcolistu, liście figowca
Nuty serca: drewno sandałowca, świeże figi, mleko migdałowe
Nuty podstawy: drewno figowca, mleczko kokosowe, suszone owoce, pinia.
Na stronie producenta znajdują się tylko trzy kluczowe składniki: figa, liście figi i drzewo figowe.

Premier Figuier Extreme to błogi aromat odpoczynku. Leżąc leniwie w cieniu drzewa figowego nasze zmysły pieści słodycz zachodzącego słońca. Delikatny aromat suszonych owoców, ziołowe albo powiem raczej zielone, świeże figi i delikatna mleczna mdłość sprawiają, że odpływam. Odpoczywam po całym dniu. Zmysłowe drzewa tylko potęgują to niesamowite uczucie. I tyle. Więcej cudów niestety nie można się spodziewać. Zapach stoi w miejcu nie rozwija się i nie ukazuje nic nowego.

Niech nikogo nie zmyli również „Extreme” w nazwie, które według mnie nie ma absolutnie nic wspólnego
z odbiorem zapachu. Nie rozumiem intencji osoby odpowiedzialnej za tę nazwę.
Premier Figuier Extreme jest bardzo ciekawym aromatem - tego nie można mu odmówić. Nie jest to jednak ta szuflada niszy, która mnie osobiście zachwyca i fascynuje. Nie wykluczam natomiast dalszych testów, zapachów tej marki. Bardzo intrygują mnie Dzongkha, Dzing!, Noir Equis czy L’Eau D’Ambre Extreme. Te przygody zapowiadają się bardziej fascynująco.

Znacie L'Artisan Parfumeur? Może polecicie mi któryś z zapachów?


Zmiany, zmiany, zmiany...........

9/17/2017

Zmiany, zmiany, zmiany...........

Od dłuższego już czasu chodziły mi po głowie zmiany związane z blogiem. Ale tak naprawdę sama nie wiedziałam czego chcę. Przez okres wakacji zrobiłam prawdziwą burzę mózgów.
Zmiany były potrzebne. Nie twierdzę, że było źle, ale stary szablon już zaczynał mnie męczyć. Był zbyt minimalistyczny. Tak to wyglądało.




Nowy szablon jest kolorowy, dynamiczny i niesamowicie mi się podoba. Ogromne podziękowania składam w tym miejscu Karolinie (www.karografia.pl), która ogarnęła moje wszystkie pomysły i jeszcze uratowała sytuację, kiedy okazało się, że źle podpięłam domenę. Tak! Czasami nie warto unosić się honorem i udawać Zosię samosię. Dzięki kochana! Jak pisałam w piątek sprawiłaś, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy kolejny dzień :-*

Zakładając blog prawie 3 lata temu nie zastanawiałam się również nad nazwą. Jej długością, znaczeniem. Nie zrozumcie mnie źle, nadal lubię "lepszą wersję samej siebie", ale to powiedzenie stało się ostatnio tak oklepanym frazesem, że zaczęło mi wręcz uwierać.
Tak więc przechodząc do sedna dzisiejszego wpisu. 

Witam ponownie w moim małym świecie, który przeszedł generalny remont i już dochodzą mnie słuchy, że podoba się bardziej niż poprzednie M1.


Dziękuję wszystkim czytelnikom! Dziękuję Wam za każde odwiedziny, każdy komentarz. Dziękuję dziewczynom za wsparcie i pomoc zawsze kiedy tylko zapytałam czy poprosiłam. Marta, Marti, Agata i jeszcze jedna Agata i Asia - jesteście wspaniałe.

Zapraszam do obserwowania bloga TU i w social mediach.
Życzę miłej lektury i zapraszam do kontaktu w komentarzach. A sobie życzę dalszego rozwoju :-)


Dajcie znać w komentarzach jak podobają się Wam zmiany?

Paradise Extatic Mascara od L'Oreal Paris jeden z najlepszych tuszy do rzęs w tym roku

9/15/2017

Paradise Extatic Mascara od L'Oreal Paris jeden z najlepszych tuszy do rzęs w tym roku


Rzadko kiedy ulegam pokusom na produkty reklamowane przez tak zwanych makijażowych guru, zwłaszcza tych na youtube.
Z zaciekawieniem oglądałam pierwsze wrażenia z testowania nowego tuszu do rzęs Paradise Extatic od L’Oreal.  Wiele osób porównywało ją do kultowej maskary Better Than Sex Too Faced. Niestety nie miałam jej okazji używać tej drugiej więc nie porównam obu produktów. Przedstawię tylko wrażenia z używania Paradise Extatic.


Tusz do rzęs Paradise Extatic L'Oréal Paris dzięki formule o balsamicznej konsystencji otulającej każdą rzęsę i miękkiej jak piórko klasycznej szczoteczce, pielęgnuje, wydłuża
i pogrubia rzęsy.



Formuła tuszu zawiera olejek rycynowy i ekstrakt z chabru. Oba te składniki sprawiają, że rzęsy są miękkie i delikatne.
Tusz jest dosyć gęsty, więc już od pierwszego użycia idealnie nakłada na rzęsy równą warstwę piekielnej czerni. Bez problemu maluje każdą rzęsę, a balsamowa konsystencja ani nie kruszy się, ani nie osypuje. Nie wysycha na sztywno, a rzęsy pozostają miękkie
i elastyczne. Również kolejna dokładana warstwa nie powoduje sklejania, jakichś innych mało estetycznych problemów, czy wykonania poprawek makijażu w ciągu dnia.
Zapomniałam również dodać, że Paradise Extatic schnie w czasie idealnym, ani za szybko ani za długo. 




Skład INCI: Aqua/ Water, Paraffin, Potassium Cetyl Phosphate, Copernicia Cerifera Cera/ Carnauba Wax, Ethylene/ Acrylic Acic Copolymer, Styrene/ Acrylates/ Ammonium Methacrylate Copolymer, Cera Alba/ Beeswax, Synthetic Beeswax, Bis- Diglyceryl Polyacylapaptide- 2, Polybutene, Cetyl Alcohol, Steareth- 20, Glyceryl Dibehenate, Steareth- 2, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Acacia Senegal Gum, Tribehenin, Caprylyl Glycol, Glyceryl Behenate, Sodium Dehydroacetate, Hydrogenateg Jojoba Oil, Hydrogenated Palm Oil, Disodium EDTA, Butylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Tetrasodium EDTa, Ricinus Communis Oil/ Castor Seed Oil, Maltodextrin, Potassium Sorbate, BHT, Centaurea Cyanus Flower Extract [+/- May Contain: CI 77499/ Iron Oxides]. (F.I.L. B206093/1).
 

SZCZOTECZKA
Specjalnie wyprofilowana klasyczna i niesamowicie miękka szczoteczka perfekcyjnie rozprowadza tusz,otula każdą rzęsę  i sprawia, że uzyskujemy efekt intensywnego pogrubienia. Z każdym kolejnym ruchem rzęsy zyskują jeszcze bardziej zjawiskową objętość i całkiem przyzwoitą długość.
Szczotka ma dosyć duży gabaryt, ale nie sprawia on trudności w aplikacji. Jeszcze nie udało mi się ani razu pobrudzić powieki podczas wykonywania makijażu.
Szczoteczka ma kształt klepsydry i pomimo początkowych obaw muszę stwierdzić, że bardzo dobrze maluje się nią rzęsy. Dozuje idealną ilość kosmetyku. W sam raz na wykonanie makijażu obu oczu.




OPAKOWANIE
Klasyczna, odkręcana tuba. Kolor Rose Gold dodatkowo cieszy oko. To do czego mogę się przyczepić to brak tego małego „klik”, który daje mi gwarancję, że dobrze zamknęłam
i dokręciłam tusz.

U góry: po prawej stronie jedna warstwa tuszu, na dole dwie warstwy


Paradise Extatic używam już kilka tygodni i z czystym sumieniem stwierdzam, że jest to świetny tusz do rzęs. Rzęsy stają się widocznie pogrubione, wydłużone i intensywnie czarne, a jednocześnie delikatne i odczuwalnie miękkie.
Bardzo podoba mi się, że tak fajny i dobry jakościowo kosmetyk jest dostępny w drogeriach. Jedynie cena wzbudza niemałą konsterację, bo tusz do rzęs o pojemności 6,4 ml producent wycenia na ponad 60 zł. Polecam polować na wszelkiego rodzaju promocje. Za moją sztukę zapłaciłam 32 zł.

Z powodu głębokiej, aksamitnej czerni jest również delikatny problem ze zmyciem makijażu oczy. To znaczy jedynie, że trzeba się odrobinę dłużej pobawić, ale efekt w ciągu dnia całkowicie wynagradza wieczorny demakijaż.


Jestem zachwycona.
Makijaż wygląda pięknie.
Przez cały dzień nie muszę się absolutnie niczym martwić.
Żegnaj pando pod oczami! 


Kosmetyczne szaleństwo - wakacyjne nowości, prezenty urodzinowe i inne

9/10/2017

Kosmetyczne szaleństwo - wakacyjne nowości, prezenty urodzinowe i inne

Zazwyczaj nie robię wpisów, odnośnie zakupów czy przesyłek, które otrzymałam.
Ale ponieważ sporo osób wyraziło zainteresowanie nowościami, zatem spełniam Wasza życzenie :-)
W tym roku zarówno wakacje jak i moje urodziny były dla mnie nader udane, więc zapraszam na małe chwalenie się. A w komentarzach dajcie koniecznie znać, które kosmetyki Was najbardziej zainteresowały.


Zaczynam od prawdziwej petardy tych wakacji. Kolekcja Marc Jacobs Coconut Collection sprawiła, że nie tylko zakochałam się w tej eleganckiej bieli, ale również do mojej kosmetyczki trafiły brązer 104 TAN TASTIC i super mięciutki pędzel. Ponieważ zaprzyjaźniamy się już dwa miesiące niebawem ukaże się więcej na temat tych produktów.


To, że kocham MACa nie jest dla nikogo tajemnicą.  Jesienny makijaż  będzie pod znakiem Love Thing na policzkach, a cienie w mojej palecie zostały uzupełnione o kolory Naked Lunch i Vex (którego kiedyś szczerze nie lubiłam, a teraz nie wyobraża sobie, żeby mogło go zabraknąć).


Jesienią zmierzę się również z legendą jaką jest Beautyblender. Miałam jego odpowiedniki, które zachwycały mniej lub więcej, więc zobaczę wreszcie o co tyle krzyku.
Ponieważ moja ukochana baza Primer Potion z Urban Decay zmierza do końca tubki, postanowiłam sobie przetestować inny kosmetyk, który ma bardzo dobre opinie. Smashbox 24 Hour Primer Finish - miej się na baczności, bo masz bardzo wysoko postawioną porzeczkę.


Jakiś czas temu miałam okazje uczestniczyć w bardzo ciekawych warsztatach przygotowanych przez markę Laura Mercier. Dostałam również bardzo fajne miniaturki: Ful Blown Volume Supreme Mascara i pomadkę Velour Lovers. Jeśli wyrazicie zainteresowanie to opublikuję więcej na ten temat na blogu.


Eisenberg Paris Eye and Lip Contour Cream - świetny, lekki balsam pod oczy. Więcej nie zdradzę, bo mam już gotowe wnioski i recenzję po dwóch miesiącach używania.
Moja radość nie miała końca kiedy trafił do mnie jeden z ukochanych zapachów Rouge&Noir (TU możecie zobaczyć recenzję), w postaci ekstraktu perfum z linii L'Art du Parfum. Jesień będzie piękna 💖


Jesień to również doskonały czas, aby pomóc naszej skórze rozprawić się z pozostałościami lata. I nie mam tu na myśli opalenizny :-P, ale przebarwienia. Osoby czytające blog, wiedzą,
że akurat mam z tym problem, więc będę się wspomagać nowościami marki Ducray z serii Melascreen dedykowanym temu właśnie problemowi.


Lierac to moja kolejna ulubiona marka jeśli chodzi o pielęgnację cery. Lumilogie to krem duo dzień/noc przeznaczony do pielęgnacji cery z przebarwieniami. Zobaczymy jakie cuda zdziała.
O mgiełce HYDROGENIST mogliście poczytać w poprzednim wpisie na blogu. Jest on również podlinkowany w nazwie kosmetyku.
Olejek Sensuelle do twarzy, ciała i włosów jest również kultowym kosmetykiem, więc kolejna legenda w mojej łazience, z którą przyjdzie mi się zmierzyć.


LIQ CC i LIQ CG od Liqpharm to kolejne produkty, które mam ogromną nadzieję,
że wspomogą moją cerę w czasie jesieni i walki o lepszy wygląd i pozbycie się przebarwień.


Wakacje upłynęły pod znakiem testów produktów marki Wella dla ofeminin.pl i kojącego kremu nawilżającego Pro-Tolerance marki Mixa dla wizaz.pl. Jeśli któryś z kosmetyków wzbudził wasze zainteresowanie dajcie znać w komentarzach.  


Na promocjach w Rossmannie i Superpharm skusiłam się jedynie na sławną kulkę Vichy,  odżywczą wcierkę Jantar- może powstrzyma wypadanie włosów i Franck Provost 10 w1 maskę keratynową. Jakoś nie kusiło mnie na więcej, a tłumy w drogeriach i panujący obłęd działały w drugą stronę i wcale nie zachęcały do zakupów.


Kilka dni temu w ramach akcji #przyjaciółkiNivea , otrzymałam paczkę z nowościami. Seria Urban Skin ma za zadanie chronić skórę przed miejskimi zanieczyszczeniami. Zrobię niebawem wpis informacyjny, ponieważ te kosmetyki muszą poczekać na swoją kolej.


I na sam koniec ostatnia wizyta w Hebe. Dzięki akcji marketingowej, która miała miejsce kilka miesięcy temu otrzymałam w prezencie/podziękowaniu bon na zakupy. Oprócz rzeczy codziennego użytku trafiłam na prawdziwą petardę kosmetyczną. Kto już wypatrzył? Po niedzieli będzie wpis na blogu na ten temat.

Przyznajcie sami..... Czyż jesień nie będzie ekscytująca?

HYDRAGENIST Ultranawilżająca mgiełka pielęgnacyjna do twarzy od Lierac

9/08/2017

HYDRAGENIST Ultranawilżająca mgiełka pielęgnacyjna do twarzy od Lierac

Stosowałam w swoim życiu już kilka mgiełek, wód termalnych, ale jakoś do tej pory nie miałam szczęścia i żaden produkt nie zachwycił ani mnie ani mojej cery. Znacie to uczucie..... produkt jest OK, ale do zachwytu wiele mi jeszcze brakuje.
Z marka Lierac zaprzyjaźniłam się najpierw używając serum depigmentujące, a następnie za sprawą odżywczej pielęgnacji Premium, która zachwyciła mnie niesamowicie.


W pierwszej chwili mgiełka wcale mnie nie zachwyciła, ponieważ przypomniałam sobie poprzednie doświadczenia. Ale nic bardziej mylnego....
Pierwsza, druga, trzecia aplikacja – za każdym następnym razem było tylko lepiej. Nawet w poście o mojej porannej pielęgnacji opisywałam, jak fajną bazę nawilżającą mgiełka pozostawiam na skórze przed nałożeniem filtra UV.

Co to jest?
Dotleniająca mgiełka nawilżająca o właściwościach pielęgnacyjnych. Zaraz po przebudzeniu likwiduje senne zagniecenia, oznaki zmęczenia i niedotlenienia na skórze twarzy. Otula skórę delikatnym kobiecym zapachem róży, gardenii i jaśminu.
LABORATORIES LIERAC, prekursor kosmetyków hybrydowych, stworzyły unikalne połączenie tego co najlepsze w nauce i naturze, opracowując kompleks HYDRA O₂, odtwarzający korzyści zabiegu infuzji tlenowej.
  • Kompleks HYDRA O₂ (biomimetyczny tlen, kwas hialuronowy, liście Ambiaty, koncentrat witamin i minerałów) przywraca nawilżenie i wygładza skórę.
  • Polimer wiskoelastyczny z pamięcią kształtu daje natychmiastowy efekt "żelazka".
  • Flawonoidy pochodzące z róży działają wygładzająco.
  • Ekstrakt z różańca chroni przed wolnymi rodnikami.
SKŁAD INCI:

Skóra nabiera gładkości, odzyskuje naturalny koloryt, a oznaki zmęczenia natychmiast znikają. (* Badanie kliniczne z udziałem 22 ochotników - % satysfakcji)
  • 91% skóra nawilżona i wypełniona*
  • 91% bardziej dotleniona skóra*
  • 100% bardziej wygładzona skóra*
  • 100% wrażenie większej świeżości cery*

Stosowanie: Aplikujemy rano na suchą skórę twarzy, zaraz po jej oczyszczeniu i przed codzienną pielęgnacją. Energicznym ruchem rozpylamy mgiełkę na całej twarzy
i wklepujemy opuszkami palców.
Opakowanie: Plastikowa butelka z pompką o pojemności 100 ml. Na pojedynczą aplikację zużywamy 3-4 pompki.


Dla kogo mgiełka się nadaje?
Lierac Hydragenist Ultranawilżająca mgiełka to kosmetyk pielęgnacyjny, który nadaje się dla każdego typu skóry. Stosuje się ją od samego rana na skórę twarzy w celu eliminacji sennego zagniecenia, oznak zmęczenia i niedotlenienia. Zapewnia uczucie świeżości, nawilża
i wygładza.


Co mnie w tej mgiełce urzekło?
Kosmetyk ma leciutką konsystencję. Zaaplikowany bezpośrednio na skórę, rozkłada się delikatną mgiełką. Aplikowany w zagłębienie dłoni i wklepywany później w skórę, wygląda jak lekko zżelowana galaretka. Mgiełka wchłania się w przeciągu kilku minut. Dzięki niej skóra twarzy nabiera niesamowitej gładkości. A użytkowniczkę otula i relaksuje delikatnym zapachem róży, gardenii i jaśminu. Zapewnia skórze nawilżenie, dotlenienie i wypełnienie – czyli to wszystko co obiecuje producent.


Mgiełka kosztuje w granicach 100 zł. Na zdjęciu powyżej  pokazałam zużycie po dwóch miesiącach, rano i wieczorem. Tak wydajny i świetnie działający kosmetyk jest zdecydowanie wart swojej ceny.

Ulubieńcy sierpnia - hity mojej letniej pielęgnacji – poranki

9/06/2017

Ulubieńcy sierpnia - hity mojej letniej pielęgnacji – poranki

Cera przetłuszczająca się nie znosi nadmiaru. Jeśli przy tym należy ona również do przedziały wiekowego zaklasyfikowanego jako dojrzały, pojawia się problem....
Zbyt wiele kosmetyków sprawia, że skóra wariuje i pojawia się nadprodukcja sebum. Za mało odżywcze kosmetyki doprowadzają do przesuszenia i odwodnienia, a wtedy skóra zaczyna wariować na nowo.
Trudno mi znaleźć produkty, które zachwycą moją cerę. Ostatnio usłyszałam w Sephorze od pani konsultantki, która nakładała mi nowy podkład, że mam świetnie nawilżoną
i niesamowicie gładką skórę. To komplement, który ucieszył mnie najbardziej, ponieważ wiem, że moja pielęgnacja działa.
Dzisiaj przedstawię Wam kosmetyki w dosłownie kilku zdaniach, ponieważ mam przygotowane ich recenzje i pojawią się one niebawem na blogu.


Zaczynamy od mycia twarzy. Rano używam antybakteryjnego żelu siarkowego z serii Barwa Siarkowa. Żel świetnie oczyszcza skórę po całej nocy i przygotowuje ją na dalsze kroki pielęgnacyjne.
Ponieważ latem podczas upałów pielęgnacja o konsystencji bardziej treściwej nie sprawdza się, postawiłam w tym roku na krem pod oczy Creme Contour des Yeux & Levres marki Eisenberg.
Ten niesamowicie lekki balsam ma działanie przeciwzmarszczkowe, koi i wygładza delikatną skórę wokół oczu i ust. Świetnie się wchłania i stanowi niezłą bazę pod makijaż.
Lierac Hydrogenist mgiełka ultranawilżająca ⬅ jest kolejnym krokiem w mojej pielęgnacji. Przyznaję się bez bicia, że na początku byłam mało przekonana do niej. Po pierwszych użyciach zmieniłam zdanie o 180 stopni. Skóra mieszana / przetłuszczająca się nie lubi nadmiaru. Podczas upałów nałożenie samego filtra UV to było dla niej za mało. W ciągu dnia powodowało odwodnienie, a tym samym nadprodukcję sebum i wszystko spływało z twarzy. Mgiełka zastosowana pod filtr daje świetną bazę, nawilża i wygładza. Po kilku minutach jest całkowicie absorbowana przez skórę. Nakładanie filtra jest tylko czystą przyjemnością.


Sublime Tan SPF 30 marki Eisenberg – to kolejny świetny filtr, który przez ostatnie tygodnie gości w mojej pielęgnacji. Jego konsystencja jest niesamowita. Balsam / mleczko świetnie rozkłada się na skórze pozostawiając po wchłonięciu delikatny film, który mam wrażenie, że lepiej przytrzymuje makijaż.

Kosmetyki są świetne. A komplementy sprawiają, że wiedzę sens upierdliwego poszukiwania, sprawdzania składów, żeby w efekcie końcowy trafić na kosmetyki, które rzeczywiście spełniają swoje zadanie i pomagają mojej skórze.

Jakie macie hity pielęgnacyjne? Podzielcie się wrażeniami.

Vichy Dermablend Transparentny puder utrwalający makijaż - plusy i minusy

9/03/2017

Vichy Dermablend Transparentny puder utrwalający makijaż - plusy i minusy

Moja cera rządzi się swoimi prawami. Mało który kosmetyk jest w stanie sprostać jej wymaganiom. Mało który kosmetyk wytrzymuje pojedynek z jej przetłuszczającą się mością. Mało który puder utrwali makijaż i pomoże mu wytrzymać kilka godzin. 


Po kilku zużytych pudrach: Glazel, Artdeco i Sensai przyszła pora na zmierzenie się legendą jaką zdecydowanie jest kultowy puder Dermablend marki Vichy.

Vichy Dermablend Transparentny puder utrwalający makijaż ma za zadanie wykończyć i utrwalić makijaż dzienny i wieczorowy. Jak wszystkie kosmetyki do makijażu Vichy, pozwoli skorygować niedoskonałości cery, zapewniając jej właściwe rozświetlenie i zapobiegając błyszczeniu na długie godziny. To sekret niezawodnego makijażu na wiele godzin. Kolejną obietnicą producenta jest otulenie skóry warstwą ochronną oraz przedłużenie trwałości makijażu do 18 godzin, nawet w ekstremalnych warunkach. Odporny na pocenie, kąpiel oraz wycieranie.

Skład INCI:

Puder ma pojemność 28 g. Zapakowany jest w plastikowy słoik z sitkiem, które posiada małe otworki i dzięki temu w umiarkowany sposób dozuje nam kosmetyk. Pod wieczkiem pudru znajduje się „puszek”, który powinien nam pomóc w aplikacji pudru. Niestety uważam, że jest on zbyt zbity i przez to robi bardziej plamy z pudru na twarzy niż pomaga w wykończeniu makijażu. Użyłam go kilka razy i zamieniłam na mojego ulubieńca, którego znalazłam w innym pudrze.


Transparenty odcień nie bieli ani nie zmienia koloru wybranego podkładu, dzięki czemu skóra zachowuje naturalny wygląd. Nie podkreśla niedoskonałości: zaskórników i skórek.

Zmikronizowany struktura sprawia, że puder jest leciutki otula skórę delikatną transparentną mgiełką. Nie obciąża skóry. Staje się ona miękka, idealnie gładka i przyjemna
w dotyku. Stanowi idealne płótno dla dalszych kosmetyków kolorowych.


MATOWIENIE – jeśli mam być szczera to używałam pudrów, które lepiej to robiły. Mat jest płaski i w zależności od użytych pod fluid kremu/filtru/bazy utrzymuje się na skórze od 3 do 4 godzin.
UTRWALENIE – puder utrwala makijaż. Nawet w upały wytrzymuje on kilka godzin na twarzy. Po odciśnięciu sebum nie zauważyłam, żeby bardzo ścierał podkład z twarzy.
ODPORNOŚĆ NA POCENIE – ta obietnica niestety nie sprawdziła się w moim przypadku. Nad górną wargą pojawiają się dosyć szybko kropelki potu. Jedynym pocieszeniem jest fakt , że po dociśnięciu makijaż nie wyciera się on w tym miejscu.
ODPORNOŚĆ NA KĄPIEL – nie wypowiem się, bo nie próbowałam. Nie widzę potrzeby nakładania makijażu do kąpieli :-) A jak idę na basen to tym bardziej nie mam zamiaru stresować się.
APLIKACJA - Po zastosowaniu podkładu należy nałożyć obfitą ilość pudru Dermablend. Po 2 minutach zaleca się usunąć nadmiar kosmetyku za pomocą pędzla. To działa - ale sprawia,
że puder staje się mało wydajny. Mało tego taki „baking” zrobiony w miejscach w których są zmarszczki mimiczne sprawia, że są one mniej widoczne, a podkład nie zbiera się tak bardzo w załamaniach skóry.


Podsumowując puder Dermablend Vichy jest fajnym kosmetykiem, jeśli nie jesteś właścicielką bardzo przetłuszczającej się cery.
Przystosowany jest do skóry wrażliwej i alergicznej. Nie zawiera parabenów. Nie powoduje wysuszania skóry. Może być stosowany po zabiegach dermatologicznych.


Jego cena waha się od 65 zł wzwyż - w zależności od apteki, czy promocji na którą trafimy. Kosmetyk jest całkiem przyjemny, ale nie zamierzam do niego wracać. Po skończeniu opakowania szukam dalej.

No chyba, że ktoś z Was poleci mi jakiś fantastyczny puder utrwalający makijaż?

 
GlamBRUSH porównanie T5 vs T111 oraz podsumowanie, dlaczego nie zakochałam się w nowej wersji

8/27/2017

GlamBRUSH porównanie T5 vs T111 oraz podsumowanie, dlaczego nie zakochałam się w nowej wersji

Zacznę może od tego, że absolutnie uwielbiam starą wersję pędzla GlamBRUSH T5 (pisałam o nim TUTAJ). Jest to jeden z niewielu moich ulubieńców, których cenię za to w jaki sposób rozkładają kolorowe produkty na skórze. W przypadku brązera jest to idealnie roztarta chmura koloru w tych miejscach, w których chcemy. Mało tego, pędzel jest tak fantastycznie ułożony, że można wykonywać makijaż praktycznie bez użycia lusterka.


Kiedy usłyszałam w filmiku Hani, że powstała ulepszona wersja mojej ukochanej magicznej różdżki w postaci T111 postanowiłam go kupić, żeby na żywo przekonać się co z tego wyniknie.


GlamBRUSH T111 – to pędzel typu duo fibre, łączone włosie kozie i syntetyczne.
Pędzel stworzony do nakładania różu do policzków, szczególnie mocno napigmentowanego, do nakładania różu w kremie, rozświetlaczy w kremie i kamieniu ale również do brązerów i podkładów.
Całkowita długość pędzla ok. 19 cm długość włosia ok. 4 cm
Jego koszt to 45 zł.


Pędzel jest bardzo solidnie wykonany. Biała, lakierowana rączka jest wygodna i świetnie się ją „trzyma”. Generalnie pędzel jest cięższy i wydaje mi się, że lepiej wyważony w porównaniu ze starą kolekcją.
Zarówno numer pędzla jak i logo jest wygrawerowane i pokryte lakierem w kolorze skuwki, przytrzymującej włosie – czyli złotym, bardzo eleganckim odcieniem Rose Gold.
Włosie syntetyczne w kolorze jasnym, jest dosyć sprężyste i świetnie się ugina. I jeszcze lepiej dopiera. Po wysuszeniu pędzel jest jak nowy.


 Po lewej jest pędzel T5, po prawej T111


A więc do czego się w nim nie zakochałam?
Pędzel GlamBRUSH T111
to po prostu całkowicie inny pędzel i absolutnie nie porównałabym go do starej wersji T5. Jako ulepszona wersja też mało mnie przekonuje.
Idealne zestawienie włosia syntetycznego względem naturalnego nadawało T5 cechy „skunksa” idealnego.
Na zdjęciu wyraźnie widać, że nowa wersja ma znacznie więcej włosia syntetycznego względem starej. Niestety daje to efekt większej sztywności, a tym samym rozłożenie brązera już nie jest takie samo jak w przypadku T5. Nie ma takiej chmurki koloru. Te osoby, które się malują zapewne wiedzą o co mi dokładnie chodzi.


Ogromną zaletą pędzla GlamBRUSH T111 jest praca z różami, zwłaszcza tymi mocno napigmetowanymi. Włosie syntetyczne nabiera odpowiednią ilość produktu, po czym kolistymi ruchami idealnie rozciera ją na policzkach. Tu muszę go bardzo pochwalić.

Pomimo, iż nie jestem fanką tego pędzla, tylko dlatego, że oczekiwałam od niego czegoś całkowicie innego, to uważam, że jest to niezły wybór jeśli szukacie akcesoriów, które pomogą wam ujarzmić i nauczyć się używania różu.
A w następnej kolejności opiszę róż „Panna Młoda” z Glam-Shop.pl, który zrobił na mnie ogromne wrażenie.

P.S. Udało mi się znaleźć jeszcze starą wersję T5 więc mam zapas, na wypadek gdyby mojemu ulubieńcowi coś się stało :-)